piątek, 27 września 2013

Nowy blog

 Hello !
Chciałam zaprosić was na nowe opowiadanie, które właśnie dziś otworzyłam : )

www.stranger-story.blogspot.com

     Życie Shay od zawsze było poukładane przez rodziców, którzy wymagają od niej perfekcji. Dziewczyna z pozornie idealnego domu, za prośbą przyjaciółki bierze udział w nielegalnych wyścigach samochodowych, na skutek czego poznaje Harrego - porywczego bruneta, którego przeszłość jest dość dramatyczna. Czy dziewczyna będzie w stanie porzucić wszystkie aspiracje jakie nakładali na nią rodzice ? Czy będzie w stanie pokochać chłopaka, który jest jej kompletnym przeciwieństwem ? Jak potoczy się jej życie ?
     Jedno jest pewne : życie Shay już nigdy nie będzie takie same, odkąd na jej drodze pojawi się Harry.

środa, 10 lipca 2013

[19] - EPILOG

          Otworzyłam oczy kiedy oślepiły je nieco słoneczne promienie wdzierające się do wnętrza przez okno. Dziwne, w moim domu przecież nie ma dużego dostępu słońca, aczkolwiek uwielbiam ciemne sypialnie. Przetarłam oczy i przeciągnęłam się leniwie, zahaczając ręką o czyjąś osobę. Przestraszyłam się tak, że uderzyłam się głową o zagłówek. Tuż obok mnie leżał Ryan, który wpatrywał się we mnie z tym swoim zadziornym uśmieszkiem na twarzy. Co do cholery ?
- Boże, co ja tu robię ? - spytałam przerażona.
- Śpisz. - odparł zdawkowo jakby to była najnormalniejsza na świecie rzecz. Ale nie jest. Kurdę, leżę w łóżku z facetem mojej mamy, którego nienawidzę, a do tego, kurwa, nie mam na sobie ubrań !
- Co tu się do cholery działo ?! - krzyknęłam i trzymając mocno przy swoim ciele kołdrę, wstałam z łóżka.
- Hmm.. dużo się działo. - podparł się ręką pod brodę i nie odrywał ode mnie wzroku.
- Kurwa, Ryan ! Dlaczego śpię naga w twoim łóżku ?!
- Bo miałaś na mnie wczoraj ochotę. - zaśmiał się.
- Czy my ... ? - przeraziłam się na myśl o tym co mogło się tutaj dziać. Starałam się przypomnieć wczorajszy wieczór. Zdecydowanie za dużo wypiłam, co potwierdzał to jeszcze silny ból głowy, który starałam się zignorować. Miałam jakieś przebłyski z dyskoteki. Doszło do mnie nawet to, że zostałam zdradzona. A potem wszystko poszło jakoś szybko. Drinki przy barze, płacz, śmiech i firma Ryana z penthousem, w  którym właśnie się znajdowałam.
- Nie pamiętasz ? - facet udał zdziwienie i bardzo bawiła go ta cała sytuacja. Usiadł na skraju łóżka, włożył na siebie bokserki i podszedł do mnie. Automatycznie oddaliłam się od niego o parę kroków.
- To przykre, ale zawsze możemy to powtórzyć. - dodał.
- Jesteś popieprzony !
- Możliwe. Ale od początku widziałem, że cię na mnie wzięło.
- Przestań ! Nic mnie nie wzięło. Cokolwiek się działo tej nocy, to tylko dlatego, że byłam pijana.
- Jasne ! - uniósł ręce w geście obrony. - Ale to nie usprawiedliwia tego jak bardzo mokra byłaś na mój widok. - zbliżył się i wyszeptał mi to na ucho. Skrzywiłam się na samą myśl. Odepchnęłam go od siebie i wymierzyłam mu siarczysty policzek. Od razu dotknął dłonią zaczerwienionego miejsca i przejechał po nim. Uniósł do góry brwi i spojrzał na mnie wkurzony.
- Prawie tak ostro jak w nocy, Effy. - zakpił.Przewróciłam oczami i cała roztrzęsiona zaczęłam zbierać swoje ubrania, które leżały na podłodze. Przepchnęłam się obok mężczyzny i zamknęłam się w łazience. Szybko wciągnęłam na siebie rzeczy i zatrzymałam się przy dużym lustrze nad umywalką. Oparłam się o nią rękoma i zamknęłam oczy. Brzydziłam się siebie. Jak mogłam dopuścić do takiego czegoś. Jak mogłam w ogóle tu przyjść. Przemyłam twarz zimną wodą, wzięłam kołdrę, którą cały czas się zakrywałam i wyszłam z pomieszczenia.
          Ryan siedział przy kuchennej wysepce i popijał świeżo zrobioną kawę. Odłożyłam kołdrę na łóżko i podeszłam do niego. Usiadłam na barowym stołku obok niego.
- Kawy ? - zapytał.
- Tak. - mruknęłam cicho. Po chwili podsunął mi kubek z gorącym napojem, który chwyciłam w obie ręce. - Posłuchaj, Ryan. To co zrobiliśmy było głupie i niedopuszczalne. Zrobiłam to tylko dlatego, że byłam pod wpływem alkoholu. Nikt nie ma się o tym dowiedzieć, jasne ? - spojrzałam na niego wrogo.
- Nie chcesz pochwalić się mamie, że jesteś ciaśniejsza od niej ? - spytał i zagryzł swoją ponętną wargę.
- Ona ma się o tym nie dowiedzieć, Ryan ! - krzyknęłam energicznie odsuwając od siebie kubek, który spadł i rozbił się na małe kawałki. Nie przejęłam się tym. Wstałam szybko z krzesła i sięgnąwszy po swoją torebkę, opuściłam jego mieszkanie. Jechałam windą na sam dół. Próbowałam się uspokoić, ale sprawy wymknęły się z pod kontroli. Zaczęłam szlochać jak mała, skrzywdzona dziewczynka. Ale w końcu sama byłam sobie tego winna.
          Musiałam zobaczyć się z Zaynem. Na spokojnie usiąść i porozmawiać o tym co ostatnio się między nami dzieje. To trudne. Byłam cała rozdygotana. W domu od razu weszłam pod prysznic, by pozbyć się ze swojego ciała zapachu Ryana. Gorące kropelki wody mieszały się razem z moimi słonymi łzami. Oparłam się o zimną ścianę kabiny i zsunęłam się na dół. Nie przeszkadzała mi nawet gorąca woda lejąca się na mnie. Jestem trudną osobą, a moje życie jest jeszcze bardziej trudniejsze. Pomimo tego, że ledwo stoję na nogach, ono chce abym stanęła na głowie. Dlaczego tak po prostu nie mogę być szczęśliwa jak inni ? Jak wiele jeszcze trudności stanie mi na drodze ?
         Zapukałam do jego drzwi i cholernie się bałam. Czekając aż otworzy mi drzwi, myślałam już o tym żeby uciec. Usłyszałam cichy skrzyp drzwi i zobaczyłam zaspanego chłopaka, którego oczy na mój widok powiększyły się znacznie. Zagryzłam wargę, jak zawsze gdy się denerwowałam, i widziałam, że on również to robi.
- Cześć. - mruknęłam cicho.
- Emm..cześć. Wejdź. - odparł, uśmiechając się niemrawo i wpuścił mnie do środka. Zapanowała między nami okrutna cisza, którą przerywał tylko stukot moich obcasów. Usiadłam na jego kanapie, a on tuż obok mnie.
- Słuchaj Effy. Nie będę się wykręcać tym, że totalnie nie pamiętam dzisiejszej nocy, bo pamiętam ją idealnie. Musisz tylko wiedzieć, że cholernie tego żałuję i naprawdę mi przykro. Nie chciałem tego. Po prostu to alkohol i to przyzwyczajenie, że jesteś daleko. Perrie cholernie się do mnie przystawiała, a ja poczułem się jak samotny, zagubiony chłopczyk i po prostu poddałem się. Nigdy nie chciałem cię zranić. - powiedział na jednym wydechu, a ja nie miałam nawet zamiaru aby mu przerwać. Słuchając tego, poczułam się jeszcze bardziej winna, a moje oczy kolejny raz zalały się łzami. - Wybacz mi, proszę. - ani na chwilę nie zrywał ze mną kontaktu wzrokowego. Był pewny siebie i odważny. Bo przecież tylko poddał się pocałunku. Wpadł w sieć, którą zarzuciła na niego ta blondi. Przyzwyczaił się, że nie ma mnie obok niego. To ja do tego dopuściłam. Poczułam na swoim policzku ciepły dotyk jego dłoni, którą delikatnie starł spływające łzy. - Proszę, Ef. Kocham cię. - nachylił się do mnie i swoimi ustami zaczął scałowywał łzy, tym samym zabierając ból rozpierający mnie od zewnątrz. Ale tuż po tym przypomniałam sobie o tym co ja zrobiłam.
- Oh, Zayn. - westchnęłam i wstałam z kanapy. Podeszłam do okna i oparłam się rękoma o parapet.Było mi cholernie ciężko. Mogłam się przyznać do tego co działo się dzisiejszej nocy albo puścić to w niepamięć. Ryan przecież mu nic nie powie. Ale czy Zayn na to zasługiwał ? Nie. - Wybaczam ci, ale nie jestem pewna czy ty będziesz w stanie wybaczyć mi. - mój głos drżał ze strachu. Kochałam go. Tak bardzo go kochałam i nie mogłam go stracić.
- Effy, nie jesteś niczego winna. Musiałaś wyjechać, nie mam ci tego za złe. - chłopak znalazł się po chwili tuż za mną. Objął mnie w pasie i oparł swoją brodę o moje ramię.
- Nie o to chodzi, Zayn. - powiedziałam cicho. Ten obrócił mnie do siebie i spojrzał na mnie oczekując jakiegoś wyjaśnienia.
- Kiedy zobaczyłam cię z nią.. poszłam do baru.. wypiłam dużo.. dużo wódki.. - łkałam nie patrząc mu nawet w oczy, nie miałam tyle odwagi. - Potem szybko.. opuściłam bar.. Poszłam na miasto i.. i.. i zatrzymałam się ..pod.. firmą... firmą Ryana.. weszłam do środka i spotkałam go.. Nie mogę Zayn. - wybuchnęłam płaczem i wtuliłam się w jego ciało. Wiedziałam, że gdy mu to powiem znienawidzi mnie. Chciałam zaznać od niego choć jeszcze trochę uczucia.
- Co się działo dalej ? - patrzył na mnie wymagającym wzrokiem.
- Stwierdził, że jestem zbyt pijana i nie zawiezie mnie do mamy, a moje klucze masz ty, więc zabrał mnie do siebie.
- I ? - ponaglił mnie coraz bardziej zdezorientowany. Milczałam. Nie chciałam mu tego mówić. Nie chciałam go ranić. Nie chciałam go stracić. - Effy, co tam się kurwa działo ? - warknął.
- Przespałam się z nim. Okej ?! - krzyknęłam. Zayn od razu puścił moje ciało i wpatrywał się we mnie z niedowierzaniem. Stałam przed nim całkowicie bezbronna i pozbawiona życia. Płakałam, wciąż płakałam okazując przy tym swoją słabość. - Powiedz coś. - szepnęłam, choć nie wiem czy chciałam usłyszeć teraz cokolwiek z jego ust. Bałam się, że każde słowo zada mi jeszcze więcej bólu niż jego gardzący wzrok.Widziałam jak stara się uspokoić.
- To ja nie spałem całej nocy martwiąc się o ciebie i ubolewając nad tym jakim jestem draniem, kiedy ty zabawiałaś się w łóżku z tym starym, pieprzonym frajerem twojej mamy ?! - powiedział zirytowany.
- Przepraszam.. - wyłkałam cicho.
- Głupie przepraszam nic nie zmieni, wiesz ?!
- Myślisz, że tego chciałam ?
- Nie wiem co myśleć.
- Kurwa, Zayn ! Byłam pijana, a on to wykorzystał. Byłam równie zagubiona jak ty. Z tymże, to ja musiałam patrzeć jak mój chłopak liże inna laskę. - wygarnęłam zdenerwowana. Mulat westchnął i nerwowo przeczesał ręką włosy.
- Racja. Oboje przesadziliśmy. - odparł nieco spokojniej.
- Więc co teraz ? - spytałam niepewnie.
- Nie wiem. - pokręcił głową z bezradności. Usiadł na kanapę i utkwił wzrok w szklanym stoliku stojącym tuż przed nim.
- Zayn, chyba powinniśmy dać sobie trochę czasu. Zrobić przerwę.
- Przerwę ?! - wkurzony podniósł się energicznie do pionu i zgromił mnie swoim pogardliwym wzrokiem. - Mieliśmy przerwę przez ten cały jebany rok ! I zobacz do czego to doprowadziło ! - krzyknął wywołując na moim ciele gęsią skórkę. Bałam się go. Był równie przerażający co wtedy w szkole, kiedy o mało co nie zabił Freddiego. Odsunęłam się od niego do tyłu co nie uszło jego uwadze. Od razu się uspokoił, a jego tęczówki nabrały znów czekoladowego koloru, w którym zawsze tonęłam.
- Jedyne czego nam trzeba to zbliżenia, Effy. W całym naszym związku nie mieliśmy tak naprawdę czasu dla siebie. - przysunął się do mnie i chwycił moje dłonie w swoje.
- Jestem w stanie ci wybaczyć. - powiedział czule patrząc mi prosto w oczy. Mimowolnie się uśmiechnęłam. - Bo cię kocham. - szepnął i po chwili czułam już jego usta na swoich. Zaciekle całował je, jakby bał się, że za chwile się to skończy.
- Dziękuję, Zayn.


**
I oto właśnie tym rozdziałem [ a może notką , bo na rozdział to za krótko ]
kończę to opowiadanie.
Może dla was to zaskoczenie, w sumie to nawet i dla mnie, 
ale nie chcę już dalej pisać. Kiedyś to było dla mnie dobrą rozrywką,
ale coraz bardziej czuję jakby to była moja praca. Nie lubię pisać
pod presją, a dzieje się tak już z każdym rozdziałem. I każdy rozdział jest coraz 
gorszy. Ja nie potrafię wyrobić się z rozdziałem w krótkim czasie, bo mam swoje 
życie prywatne, któremu poświęcam większość swojego czasu. Nie mam już swojego
laptopa, na którym przesiadywałam większość czasu, tylko korzystam teraz z komputera,
który użytkowany jest często przez mojego brata, który na nim pracuje.
Ja nie potrafiłam wyrobić się w dobrym terminie, a wy nie potrafiliście cierpliwie czekać.
To nie wychodzi na dobre. Mam dość miliona pytań na asku kiedy nowy rozdział. 
Nie potrafię na to odpowiedzieć, bo piszę kiedy mam wenę i kiedy mam czas.
Tak, więc to ostatni rozdział na tym blogu, i ostatni blog, który pisze.
Może skuszę się jeszcze na jakieś opowiadanie, bo mam pewien pomysł
ale nie wiem jak będzie z moim czasem. Jeśli coś, dam tu znać : )
Dziękuję wam za liczne wejścia i komentarze.
Nie spodziewałam się was tu tyle, a jednak.
Dziękuję, że pomimo tego, iż pisałam coraz rzadziej, wy wciąż tu byliście.
To naprawdę wiele dla mnie znaczy.
Myśl, że mam dla kogo pisać.
Dziękuję i żegnam pomimo tego jak ciężko mi wcisnąć "Opublikuj"
xx

środa, 26 czerwca 2013

[18]

         Kiedy weszliśmy do klubu, przywitała nas głośna muzyka zagłuszająca dosłownie wszystko dookoła oraz tłum ludzi, których spocony zapach unosił się w powietrzu, mieszając się z wonią alkoholu i papierosów. Ciężko było przebić się przez tłum, choćby wzrokiem. Rozglądaliśmy się po rozświetlonym przez neonowe światła wnętrzu i wreszcie spostrzegłam grupkę znajomych przy jednym ze stolików.
- Pójdę po drinki, a ty idź do nich się przywitać. - powiedział mi na ucho Mulat i zniknął w tłumie. Spoglądałam na niego chwilę i zaczęłam przeciskać się przez roztańczonych ludzi, aż wreszcie dotarłam do stolika.
- Czeeść ! - rzuciłam przeciągle i przytuliłam każdego z nich na powitanie. Nie było nikogo nowego do poznania. Tylko Josh, Ant i Perrie. Pogadaliśmy chwilę, zanim wrócił Zayn, a potem zaczęliśmy wlewać w siebie alkohol.
- Zayn, zatańczysz ? - blondynka zwróciła się do mojego chłopaka, spoglądając na niego uroczo spod grubo wytuszowanych rzęs.
- Wybacz, ale pierwszy taniec rezerwuję jej. - spojrzał na mnie ze słodkim uśmiechem, a tej zrzedła mina. Uśmiechnęłam się do niej zwycięsko i chwyciłam Zayna za dłoń. Pociągnęłam go na parkiet, zarzuciłam swoje ręce na jego szyję, a on oplótł swoje wokół mojej talii. Ruszaliśmy się w rytmie muzyki, przyciągając zazdrosny wzrok innych kobiet czy mężczyzn. Spojrzałam przez ramię chłopaka na nasz stolik i zobaczyłam Perrie siedzącą z założonymi rękoma i naburmuszoną miną. No cóż, musi zrozumieć co do kogo należy.
        Wpiłam się w usta chłopaka i poczułam jak się uśmiecha. Całowaliśmy się z początku delikatnie i niewinnie,ale z każdą chwilą wlewaliśmy w ten pocałunek, więcej uczuć. Przygryzł na koniec moją wargę i odsunął się.
- Masz najbardziej kuszące usta na świecie, skarbie. - wyszeptał mi do ucha, otulając moją skórę ciepłym oddechem. Zachichotałam nieśmiało i spojrzałam prosto w jego brązowe, przepełnione radością tęczówki.
- Ale twoje też nie są najgorsze, kochanie. - odparłam. Jego oczy rozbłysły w uśmiechu. Jego mina wyrażała, jakby był to początek czegoś niezwykłego. Obkręcił mnie wokół mojej osi i przyciągnął z powrotem do siebie.
        Wróciliśmy na kanapę. Chłopaki cały czas się nam przyglądali, co trochę mnie krępowało. Byłam tu całkiem nowa i nie wiedziałam jakie mają o mnie zdanie. Zwykle się tym nie przejmowałam, ale to przecież przyjaciele mojego chłopaka.
- Idę zapalić. - szepnęłam Zaynowi na ucho i poszłam w stronę wyjściowych drzwi. Potrzebowałam trochę chłodnego powietrza, które mnie ocuci, bo przyznam szczerze, że na parkiecie było strasznie gorąco, i to nie tylko z powodu tłumu ludzi. Wyjęłam z czarnej torby paczkę Black Devil i wysunęłam z niej jednego papierosa. Podpaliłam go, po czym mocno się zaciągnęłam.
- Nie ładnie tak zostawiać chłopaka samego. - usłyszałam cichy pomruk tuż przy moim uchu. Do moich nozdrzy doszedł silny zapach jego perfum, które uwielbiałam. Zaciągnęłam się nim mocno i uśmiechnęłam się szeroko.
- Nie ładnie tak puszczać dziewczyny samej. - odparłam z przekąsem.
- Dlatego właśnie tu jestem. - zaśmiał się i mocno objął mnie swoimi ramionami.
- I prawidłowo. - przyznałam. - Chcesz ? - uniosłam papierosa do góry i poczułam jak kiwa głową. Obróciłam się do niego i chwyciłam szluga ustnikiem w kierunku jego ust. Przytknęłam ją do jego warg, które po chwili zacisnął na wąskim papierosie. Zaciągnął się patrząc mi w oczy, a po chwili wypuścił siwą strużkę dymu z ust. Przygryzłam wargę na ten widok. Był tak cholernie seksowny, a to całe palenie w jego wykonaniu przynosiło na myśl erotyczne podteksty.
         Gdy wróciliśmy do klubu, zamówiliśmy kolejne, kolorowe drinki z wódką. Alkohol mocno dawał się już we znaki. Cieszyłam się, że zamiast wysokich szpilek postanowiłam założyć skórzane, czarne botki na koturnie, aczkolwiek chyba nie dałabym rady samoistnie stać na nogach. Przy stoliku nikogo nie zastaliśmy. Chłopaki tańczyli na parkiecie z jakimiś dziewczynami, a Perrie kręciła się obok nich. Skorzystaliśmy z chwili prywatności, o ile można było to tak nazwać, i zaczęliśmy się obściskiwać. Zayn całym swoim ciężarem przyparł mnie do sofy i całował raz po raz moje usta i odkryty przez żółtą, neonową koszulę, dekolt. Z powrotem pociągnął mnie do góry i spojrzał na mnie pijanym wzrokiem, ze zmierzwionymi włosami. Wyglądał nieziemsko.
          Powędrowaliśmy na parkiet i daliśmy się porwać muzyce. Muszę przyznać, że z Josha jest całkiem niezły tancerz. Kiedy dostał od Zayna pozwolenie na taniec ze mną, wirowałam po całej sali. Ant, w odróżnieniu do niego, był na mnie dziwnie cięty. Próbowałam sobie wmówić, że tak mi się tylko wydaję, ale nie dało się nie spostrzec jego tajemniczego wzroku, którym przenikał mnie na wskroś. Czasami, przyłapując go wwiercającego we mnie swoje brązowe, a czasami wręcz czarne oczy, dostawałam niemiłych dreszczy. Ten chłopak dziwnie przypominał mi Freddiego. To mroczne spojrzenie.. A może po prostu miałam już paranoje..
- Chcesz odpocząć ? - spytał mnie Devine próbując przekrzyczeć muzykę. Wiedziałam, że nie chodzi mu o sam odpoczynek. Cały czas przyglądał mi się nieco zmartwionym wzrokiem. Pokiwałam głową i zeszliśmy z parkietu do stolika.
- Człowieku, jak ty męczysz. - zaśmiałam się kiedy usiadłam na kanapę.
- Ale dajesz radę ! - odwzajemnił swój uśmiech. Napiliśmy się drinków i zapanowała dziwna, krępująca cisza.
- Wiesz, chyba za bardzo cię wystraszyłem tym co ci powiedziałem o Pezz. - powiedział w końcu.
- Nie. Miałeś rację.
- No tak, ale nie powinnaś się niczego obawiać. Zayn jest rozważny w tym co robi. Kocha cię i nie dopuściłby do czegokolwiek z jej strony.
- Ale ona nie odpuszcza, sam mi to powiedziałeś.
- Effy, po prostu nie chcę, żeby coś stało się przez głupią zazdrość.
- Nie jestem zazdrosna. Po prostu drażni mnie ta laska.
- No właśnie i stajesz się zaborcza. Zayn to zauważył.
- Co ? - zdziwiłam się.
- Gadałem z nim. Boi się, że mu nie ufasz.
- Jej nie ufam.
- Po prostu uważaj, ok ?
- Pewnie. Dzięki Josh. - uśmiechnęłam się do niego. Po mimo tego, że znam go tak krótko, już stał się dla mnie kimś ważnym. Był jak starszy brat, który nie pozwoli skrzywdzić swojej młodszej siostrzyczki.
- No. Odpoczęłaś to chodźmy potańczyć. - zatarł o siebie dłonie, po czym wyciągnął mnie z powrotem w tłum ludzi. Znów wirowałam po całej sali, aż w końcu wpadłam w ręce Zayna. Jaki on był pijany, matko. Przez to jego taniec był jeszcze bardziej energiczny i chyba nieco zbyt przesycony erotyzmem. Całował moją szyję i obłapywał moje ciało. To było miłe, ale nie w takich okolicznościach. Starałam się go trochę zdystansować, ale on znów swoje.
         Odwróciłam się od chłopaka i wróciłam do loży. Musiałam napić się drinka i chwilę odetchnąć. Usiadłam na skórzanej kanapie i upiłam parę łyków ze swojej szklanki. Wróciłam wzrokiem na parkiet i zobaczyłam, że Perrie zdążyła już położyć łapy na moim chłopaku. Chciałam wstać i nie pozwolić jej na jakiekolwiek zbliżenie z nim, ale stwierdziłam, że wyszłabym na jakąś histeryczkę. W końcu ja też tańczyłam z Joshem. Z tymże ja nie miałam wobec niego żadnych, niecnych planów, w odróżnieniu do niej. Biłam się ze swoimi myślami, ale ostatecznie postanowiłam odpuścić.
- Tylko razem tańczą. - podskoczyłam lekko na dźwięk głosu Anthonego, który pojawił się obok mnie tak nagle, znikąd.
- Na razie tak. - zaznaczyłam, jakbym obawiała się, że między nimi dojdzie do czegoś więcej.
- To fakt. - uniósł do góry brwi, a jego usta rozszerzyły się w drwiącym uśmiechu.
- Nie przepadasz za mną, co nie ? - rzuciłam prosto z mostu, sama dziwiąc się swojej odwagi. Nie bardzo wiedziałam czy chcę poznać prawdę, po mimo tego, że tak jakby ją już znałam.
- Spostrzegawcza jesteś, słonko.
- Tak. Szczególnie jeśli mowa o Zaynie. - zaśmiałam się. Zdecydowanie zbyt dużo mówiłam,  ale to wina promili zawartych w mojej krwi.
- Zauważyłem to. Totalnie odcinasz od niego Perrie.
- Mam swoje powody. - odparłam, nabierając całkiem wrogiego tonu. Byłam przekonana, że Ant stał za nią murem.
- A ja za to mam powody, aby odciąć od niego niebie. - nachylił się ku mnie, spoglądając zacięcie prosto w moje oczy.
- Co.. Co proszę ? - spytałam z niedowierzaniem.
- Rozbijasz nas. Przyjeżdżasz i pakujesz się między nas. Robisz jakieś pieprzone zamieszanie wokół siebie. Nie jesteś tu potrzebna. Nie zauważyłaś tego jeszcze ?
- Znam Zayna dłużej niż wy. A nie moja wina, że ta blondi się do niego przystawia. - warknęłam.
- Oni się kochają. To proste. Tylko spójrz. - skinął palcem na salę. Nie wiedziałam o czym mówi. Odwróciłam się powoli ze strachem w oczach. Momentalnie zalała mnie fala rozczarowania. Poczułam jakby Zayn wbił mi w plecy nóż, bo te okropne słowa z ust Ant'a mogły być prawdą. Całował ją. Nie było mowy, że to ona. Dokładnie widziałam jak łapie za jej pośladek, a drugą dłonią przytrzymuje jej twarz. Wyglądali.. idealnie ? A ja ? Była tu chyba jakimś pieprzonym, nie pasującym elementem. To bolało. Przecież zapewniał mnie, że to tylko przyjaciółka. Jak mógł mi to zrobić ? Jak mógł tak skłamać ? Dlaczego ? Wolałabym najbardziej raniącą prawdę niż ten widok. A ja głupia myślałam, że mogę być szczęśliwa. Spojrzałam ostatni raz na Anthonego. Spoglądał na mnie ucieszony, tak jakby był z tego dumny. Wygrał. Dostał to co chciał. A ja nie mam siły walczyć. Nie kolejny raz. Mam tego wszystkiego dość. Gwałtownie podniosłam się z kanapy, zabierając swoją torebkę. Zanim opuściłam lokal, podeszłam jeszcze do baru, gdzie zamówiłam kolejkę shotów. Opróżniłam wszystkie kieliszki do dna i udałam się do wyjścia. Oparłam się o ścianę i jeszcze raz przetworzyłam w głowie dzisiejszy wieczór. Dotarło do mnie co do cholery się stało. Zaczęłam zanosić się spazmatycznym płaczem i zjechałam po ścianie w dół. Każda łza przynosiła jeszcze więcej bólu, a zabierała ostatnie resztki nadziei na lepsze jutro.
         Chodziłam totalnie pijana ulicami Londynu. Płacz już mi przeszedł, teraz śmiałam się sama do swojego odbicia w wystawach sklepowych. Alkohol płynął w mojej krwi, robiąc ze mnie kogoś totalnie nie kontrolującego się. Kiedyś uwielbiałam ten stan. Wolna od wszystkiego. Ale dziś, czy to było mądre ? Co właściwie się wydarzyło ? Nie potrafię normalnie myśleć..
         W pewnym momencie, stanęłam przed wysokim drapaczem chmur. Spojrzałam w górę i zjechałam wzrokiem do dołu. Na niektórych piętrach pozapalane były światła. Jak ludzie mogą pracować o tej porze ? Próbowałam rozczytać napis i w końcu mi się udało. CRAWFORT INCORPORATES. Hmm.. skąd ja to znam ? Myślałam przez chwilę, aż wreszcie zaskoczyłam. Przecież to firma Ryana ! Czy gdybym zgodziła się być jego asystentką, to pracowałabym o tej porze ? Broń Boże...
        Nie wiem co mnie podkusiło, aby wejść do środka. Kręciłam się po wnętrzu jak wariatka. Wbiegłam do jednej z wind i chciałam pojechać na ostatnie piętro. Niestety to wymagało wpisania kodu. No cóż, jak nie ostatnie to przedostatnie. Jeździłam tak po kolei z góry, o jedno piętro niżej. W końcu zatrzymałam się na dwudziestym piętrze. To tu mieściło się biuro Ryana. Wyszłam niepewnym krokiem i jak jakiś przestępca zaczęłam rozglądać się czy nikogo tu nie ma. Szybko przebiegłam przez hol i wpadłam do mojego potencjalnego gabinetu. Rozsiadłam się na skórzanym fotelu i zaczęłam się na nim kręcić. Śmiałam się głośno wpatrując się w sufit. Boże, co ja z sobą zrobiłam..
- Co do cholery ? - usłyszałam jego głos za drzwiami. Po chwili wszedł do małego pomieszczenia, w którym się znajdowałam i rozszerzył oczy ze zdziwienia na mój widok. - Effy ? Co ty tu robisz ?
- Sprawdzam  czy fotel jest dość wygodny. - odpowiedziałam przez śmiech.
- Jesteś pijana. - zauważył.
- A ty spostrzegawczy. - parsknęłam wspominając słowa Ant'a. Skrzywiłam się i szybko odgoniłam od siebie te myśli. Chciałam zapomnieć.
- Odwiozę cię do domu. - zaproponował i założył na siebie czarną marynarkę.
- Jest tylko mały problem. - pochyliłam głowę w bok, a on spojrzał na mnie pytająco. - Zayn ma moje klucze, on zamykał drzwi.
- A gdzie jest Zayn ?
- Pewnie nadal obściskuje się z Perrie w tym klubie. - rzuciłam zniesmaczona. Obkręciłam się jeszcze raz na krześle, jakby miało mi to pomóc odgonić złe myśli.
- W takim razie przenocujesz u mnie. Nie będę martwił twojej mamy. Mieszkam tu, na ostatnim piętrze.
- Nie mieszkasz jeszcze w moim domu ? - spytałam z sarkazmem.
- Jeszcze nie. - spojrzał na mnie surowo. - Chodź.
         Posłusznie poszłam za nim. Czasami musiał mnie podtrzymywać, bo moja koordynacja ruchowa była całkiem marna. Wpisał w windzie kod i po chwili byliśmy na samej górze. Kiedy drzwi się rozsunęły, doznałam szoku. Cały ten budynek nie miał porównania z jego mieszkaniem. Było tak bardzo modernistyczne, że szczęka opadała.
- Podoba ci się, co ? - wzniósł do góry jedną brew, unosząc się dumą.
- Pewnie. Niech lepiej mama wprowadzi się do ciebie, to będę częstym gościem. - zachichotałam.
- Chodź, powinnaś iść do łóżka. - złapał mnie za dłoń i zaprowadził jak małą dziewczynkę do sypialni. Usiadłam na skraju wielkiego, naprawdę wielkiego, łóżka i zaczęłam niezdarnie zdejmować buty. Następnie odpięłam guzik swoich skórzanych rurek i z trudem zdjęłam je ze swoich nóg. Kiedy zostałam tylko w samej koszuli i bieliźnie, zorientowałam się, że Ryan wciąż tu stał. Wciskał dłonie w kieszenie spodni od garnituru. W takiej pozie był tak cholernie przystojny, że aż przygryzłam wargę na ten widok. Przekręciłam głowę na bok i zaczęłam chichotać. Jego wzrok był pełen pożądania. Widziałam to, mierzył mnie od góry do dołu i byłam pewna, że podobało mu się to co widział. Zaczął stawiać małe, powolne kroki w moją stronę a już po chwili poczułam jego usta na swoich.

wtorek, 18 czerwca 2013

[17]

         Przez duże okno za łóżkiem wpadały słoneczne promienie, oświetlając tym samym całe wnętrze. Przetarłam dłonią zaspane oczy i wpatrywałam się w jasny sufit. To była moja pierwsza noc w swoim własnym mieszkaniu i byłam szczęśliwa, bo spędziłam ją właśnie z miłością życia. Obróciłam się w stronę, gdzie powinien znajdować się chłopak, ale zastałam tylko puste miejsce i karteczkę na poduszce. Podniosłam ją nieco zdziwiona.
- Jestem w szkole. Zbyt słodko wyglądałaś, żebym cię budził. Wrócę po południu. Kocham x. - przeczytałam. Westchnęłam głośno i usiadłam na brzegu łóżka. Przeczesałam dłonią swoje długie już włosy i uśmiechnęłam się sama do siebie. Wszystko wreszcie wróciło do normy. Jestem tutaj. W swoim domu. Mam chłopaka, którego kocham z wzajemnością. Czego więcej mi trzeba ?
         Po śniadaniu postanowiłam odwiedzić mamę. Miałam zrobić to wczoraj, ale sprawy potoczyły się tak, a nie inaczej. I wtedy doszła do mnie myśl. Ona jest z nim. Przecież chodzą razem do klasy. Pewnie siedzą w jednej ławce, a ona lepi się do niego. Skrzywiłam się. Byłam spokojna, do puki w grę nie wchodziła ona. Przecież Josh jasno mi wczoraj powiedział, czego mogę się po niej spodziewać. Kurwa ! Nie wierzę, że robię się przez nią zazdrosna..
        Otworzyłam drzwi jak za dawnych czasów i weszłam do środka. Nic się tu nie zmieniło odkąd wyprowadziłam się do ojca. Rozglądałam się za mamą, ale nie znalazłam jej ani w kuchni, ani w salonie. Poszłam schodami na górę i zapukałam do drzwi jej sypialni. Nacisnęłam na klamkę i pchnęłam je. Na mojej twarzy wymalowało się ogromne zaskoczenie, kiedy ujrzałam ją z jakimś mężczyzną, który łaskotał ją tak, że wiła się pod nim na łóżku. 
- Effy ! - poderwała się do góry, gdy mnie zauważyła, tym samym zrzucając z siebie bruneta. Zeskoczyła z łóżka i podeszła do mnie, by po chwili zamknąć mnie w mocnym uścisku.
- Też się cieszę, że cię widzę, mamo. - uśmiechnęłam się trochę zażenowana tą sytuacją.
- Poznaj, proszę, Ryana. - skinęła na siedzącego na łóżku mężczyznę, który natychmiast wstał i do mnie podszedł. - Ryan, to właśnie moja córka Elisabeth.
- Miło mi cię wreszcie poznać, Elisa.. - uścisnął moją dłoń.
- Effy. - przerwałam mu, poprawiając moje imię. - Mi również, choć przyznam, że okoliczności są dość napięte. - odparłam sarkastycznie, dając nacisk na ostatnie słowo i skinęłam na jego krocze. Dopiero wtedy spostrzegł wypukłość, która rosła w jego spodniach, ale widocznie się tym nie przejął. Wręcz przeciwnie, wpatrywał mi się prosto w oczy z nieodgadnionym wyrazem twarzy.
- No cóż. Przepraszam, że wam przerwałam. - odezwałam się wreszcie i opuściłam pomieszczenie. Wiedziałam, że mama pójdzie za mną. Szliśmy do kuchni w milczeniu. Słychać było tylko stukot obcasów moich lit i uderzanie bosych stóp mamy i tego dryblasa o podłogę. Zatrzymałam się przy kuchennej wysepce i zajęłam jedno z barowych krzesełek. Tuż na przeciwko usadowił się Ryan, a za nim stanęła mama, obejmując jego szyję swoimi szczupłymi rękoma. W gruncie rzeczy, zmieniła się. Była bardziej zadbana, umalowana i ładniej ubrana. I wyglądała na naprawdę szczęśliwą u boku tego typa.
- Więc, mamo ? - spojrzałam na nią pytająco. - Skąd ty i Ryan się znacie ?
- To dość typowe, ale przeszłości nie zmienimy. Po prostu zderzyliśmy się w wejściu do kawiarni. Ryan chciał wynagrodzić mi poplamione kawą ubrania i zaprosił mnie na kolację. No i tak się zaczęło. - opowiedziała w skrócie z wymalowanym uśmiechem na twarzy. Na mojej również się pojawił, aczkolwiek przypomniało mi się moje pierwsze spotkanie z Zaynem.
- Masz pierścionek. To coś oznacza ? - zapytałam, spostrzegając na jej serdecznym palcu u prawej ręki srebrny pierścionek z diamentem.
- Tak. Jesteśmy zaręczeni. - odparł dumnie Ryan.
- Oh.. w takim razie gratulacje. - uśmiechnęłam się do nich jeszcze bardziej zaskoczona. Zastanawiałam się od jakiego czasu to już trwa i dlaczego mama nic mi na ten temat nie powiedziała. Po za tym jak to możliwe, że związała się z takim mężczyzną. Wyglądał na zaledwie 30 lat, miał krótko strzyżone włosy i lekki zarost. Brązowe oczy, długi nosi i ładnie wykrojone usta. Był przystojny, nawet bardzo. Nie wyglądał na mężczyznę w mamy guście. Ryan wyglądał arogancki facet bez zasad. Do tego jego ramiona pokrywały tatuaże. Dlaczego jeszcze jej to nie zraziło ? To był typ mężczyzny, od których zawsze chroniła mnie mama. Właśnie przed takimi wysłała mnie do Irlandii. Czemu więc, związała się z nim ?
- Co planujesz teraz robić ? - spytała mama, upijając łyk zimnej kawy.
- Wujek Steve obiecał mi posadę w Londynie.
- Jaką posadę ? - zaciekawił się Ryan.
- Kelnerki w jego restauracji.
- Zasługujesz na lepszą pracę.
- Czyżby ? - uniosłam brwi do góry. - Uważasz, że stanowisko kelnerki nie jest godne mojej osoby ?
- A jest ? Niedługo możesz zmienić nazwisko na moje, a nie chcę żeby ktoś kojarzył je z niejaką kelnereczką.
- O ile się zgodzę na zmianę nazwiska. - odparłam.
- Effy, chciałabym, żebyś miała to samo nazwisko co ja. - wtrąciła mama.
- Pomyślę o tym.
- A więc, skoro pomyślisz o moim nazwisku, powinnaś też zastanowić się nad inną pracą. Mógłbym zatrudnić cię w swojej firmie.
- To interesujące, ale chyba podziękuję.
- Zastanów się. - kiwnęłam głową na zgodę, ale nie miałam zamiaru nad tym myśleć.
- To ja będę się już zbierać. Muszę złapać taksówkę i jechać do domu, bo niedługo mam się zobaczyć z Zaynem.
- Nadal jesteście razem ? - zdziwiła się kobieta, która chyba nie sądziła, że to przetrwa.
- Owszem. - przytaknęłam i wzięłam czarną torbę z blatu. Stanęłam na nogi i przytuliłam mamę na pożegnanie.
- Podwiozę cię. - zaoferował się Ryan.
- Skoro nalegasz. - westchnęłam i poczekałam, aż mężczyzna ubierze się i zaprowadzi mnie do garażu, gdzie stało czarne Audi R8. Nie ukrywałam zaskoczenia, co widocznie spodobało się brunetowi. Podszedł dumnie do samochodu i otworzył dla mnie drzwiczki. Usiadłam na obite skórą siedzenie i rozejrzałam się po wnętrzu. Skubaniec musiał być nieźle nadziany..  Przyglądałam się mu kiedy okrążał samochód i zastanawiałam się po co założył garnitur. Po chwili zajął miejsce za kierownicą i spoglądając na mnie zapinał swój pas.
- Chciałbym pojechać z tobą najpierw do mojej firmy. Mam nadzieję, że chłopak się nie obrazi. - uśmiechnął się cwanie i włączył silnik.
- Mówiłam, że zastanowię się co do tej pracy.
- A ja chcę to przyspieszyć. Pokażę ci co, gdzie i jak. Potem zdecydujesz.
- Co ci zależy ?
- Uważam, że nadajesz się na jedną z moich asystentek. Po za tym zarobisz więcej niż na stanowisku kelnerki.
- Nie ważne. I tak ostatnie zdanie należy do mnie. - wzruszyłam ramionami.Jechaliśmy o wiele szybciej niż inne samochody i dziwiłam się czemu jeszcze nie złapała nas policja. W końcu, po krótkim czasie wjechaliśmy na piętrowy parking jednego z wyższych tutaj budynków. Gdy Ryan zgasił już silnik chciałam wysiąść z Audi, ale uniemożliwiły mi to zamknięte drzwiczki. Ryan chytrze się uśmiechnął, wysiadł sam i podszedł do mojej strony, aby sam mi je otworzyć. Podał mi rękę, chcąc pomóc mi w wysiadanie, ale przewróciłam oczami i zignorowałam ten gest. Podeszliśmy do windy, czekając aż rozsuną się jej drzwi. Pojechaliśmy na dwudzieste piętro i wyszliśmy na duży, nowocześnie urządzony hol. Dominowały tu biel i czerń, co dawało surowy efekt. Za biurkiem siedziała elegancka brunetka z idealnie ułożonymi w koka włosami. Gdy tylko nas zobaczyła, wstała na nogi i powitała Ryana. On niezbyt zwrócił na nią uwagę i poprowadził mnie dalej. Otworzył przede mną szklane drzwi i poprowadził do środka, zamykając je za nami. Było to niewielkie pomieszczenie urządzone prawie tak samo jak i hol. Na środku stało duże, białe biurko a za nim dostawione czarne krzesło biurowe. Po lewej stronie znajdowało się duże okno z widokiem na Londyn, a po prawej regał z jakimiś segregatorami. W tyle były tylko kolejne, zaciemnione drzwi.
- Chciałbym cię jako asystentkę. To byłoby twoje biuro, a tuż tymi drzwiami moje. - powiedział uśmiechając się, jakby właśnie powiedział coś bardzo genialnego.
- Asystentkę ? Ty mnie w ogóle nie znasz. - zakpiłam.
- Wręcz przeciwnie. Twoja mama wiele mi o tobie mówiła, sprawdzałem twoje świadectwa. Wprawdzie w Londynie nie szło ci za dobrze, ale w Dublinie twoje wyniki znacznie skoczyły w górę. Stanowisko asystentki nie jest trudną sprawą. Po prostu odbierałabyś telefony i umawiała mnie na spotkania.
- Czekaj, czekaj. Grzebałeś w moich papierach ? - dopytałam, nie mogąc w to uwierzyć.
- Tak, to problem ?
- Tak ! - warknęłam. - Nie chcę tej pracy, odpuść sobie. Nie wiem czy próbujesz zaimponować mojej mamie, czy mnie, ale to zupełnie niepotrzebne. Daj mi spokój. - powiedziałam zła i wyszłam, trzaskając za sobą drzwiami. Usłyszałam głośne wzdychnięcie i kroki za sobą.
         Nie mogłam wytrzymać napięcia, które panowało w jego samochodzie. Byłam zła, ale nie wiem czy słusznie. On za to niczym się nie przejmował. Przypatrywałam mu się zaintrygowana jego osobą. On naprawdę był przystojny. W sumie nie dziwię się, że spodobał się mamie. Miał wszystko.
- Ile masz lat ? - spytałam nagle zaciekawiona. Chyba zaskoczyło go to, że przerwałam ciszę. Spojrzał na mnie przelotnie, a kąciki jego ust powędrowały do góry.
- 34.
- Oh.. jesteś.. o wiele młodszy od mojej mamy.
- Tak. Wiek to tylko liczba Eff. 
- Tak, ale jesteś tak młody i ..i równie dobrze mógłbyś być moim..
- Chłopakiem ? - wtrącił z rozbawieniem i spojrzał na mnie z uniesioną w górę brwią. Czułam jak robię się czerwona i wręcz zaniemówiłam.
- Yy... nie to miałam na myśli. - skrzywiłam się. - Chciałam powiedzieć, że bratem.
- Ahh. No cóż, mam nadzieję, że to ci nie przeszkadza.
- Skądże. Skręć tutaj. - wskazałam na drogę, a on posłusznie skręcił. Chwilę potem zajechał tuż pod mój dom. Zobaczyłam, że na schodach siedział Zayn i dogaszał wypalonego peta. Spojrzałam zdziwiona na zegarek i spostrzegłam jak późno już jest. Cholera, nawet nie odczułam jak długo czasu spędziłam w jego firmie.
- To twój chłopak ? - spytał, spoglądając na niego.
- Tak. 
- Myślę, że zasługujesz na kogoś lepszego. - powiedział, tym samym wkurzając mnie. Co on sobie myślał. Nic o mnie nie wiedział, ani o moich znajomych, więc jakim prawem mógł tak mówić.
- W takim razie jesteś w błędzie, Ryan. - prychnęłam i wysiadłam z samochodu. Trzasnęłam jego drzwiczkami, na co ten spojrzał na mnie wrogo. Posłałam mu krzywy uśmiech i wbiegłam przez furtkę na schody.
- Kto to był ? - zapytał oschle Mulat. Zazdrosny ? Cóż, bynajmniej nie ja jedyna odczuwam to cholerstwo.
- To Ryan, narzeczony mojej mamy. - wyjaśniłam i pochyliłam się nad nim, aby pocałować go w usta.
- Nie mówiłaś.
- Nie wiedziałam, do dzisiaj.
Weszliśmy do środka mieszkania. W końcu poczułam się dobrze. Dzisiejszy dzień nieco wytrącił mnie z równowagi. Za dużo wrażeń.. Rozsiedliśmy się na kanapie i włączyliśmy telewizję. Przytulałam się do chłopaka, chcąc poczuć jego ciepło. On obejmował mnie rękoma, co dawało niesamowite ukojenie. Mogłabym tak pozostać na wieki.
- Zamówimy pizzę ? - spojrzałam na niego, a on pokiwał głową na tak. Wziął swoją komórkę i zadzwonił do naszej ulubionej knajpki. Niedługo potem zjawili się u nas z dostawą. Zjedliśmy szybko oglądając przy tym film. Brakowało mi tak beztroskiego spędzania czasu.
- Moi, a właściwie to już nasi, znajomi zaprosili nas dzisiaj na imprezę. Pójdziemy? - zapytał. Był tylko jeden powód, dla którego chciałam odmówić. Perrie. Ale wiedziałam, że zależy mu na spotkaniu z przyjaciółmi, a ja nie chciałam go od nich odrywać. Zresztą, nie pozwolę na to, aby ta farbowana blondynka mogła mieć w garści nasz związek.
- Oczywiście. - uśmiechnęłam się i ucałowałam go w kącik ust.

czwartek, 6 czerwca 2013

[16]

         Widok tej dziewczyny sprawił, że zrzedła mi mina. Była tam. Była przy mojej rozmowie z nim i z pewnością to nie pierwszy raz. Chłopak zorientował się, że coś, a raczej ktoś, za nim przykuł moją uwagę. Odwrócił się, aby spojrzeć na dziewczynę, która równie co ja była zdezorientowana.
- Effy, poznaj Perrie. Perrie to jest właśnie moja dziewczyna - Effy. - przedstawił nas sobie i nie powiem - spodobało mi się, jak oświadczył jej, że jestem JEGO dziewczyną. Uśmiechnęłam się do blondynki i podałam jej dłoń, którą ona uścisnęła i lekko potrząsnęła w geście przywitania.
- Miło cię w końcu poznać, Zayn wiele o tobie opowiadał. - odparła spoglądając na niego, a on odwrócił głowę w bok, chcąc ukryć zarumienione policzki.
- Doprawdy ? - spojrzałam w jego kierunku z uniesionymi do góry brwiami. - Szkoda, że mi nic o tobie nie wspominał. - dodałam, nie mając na celu urażenia jej. Na twarzy chłopaka wymalowało się lekkie zakłopotanie.
- Z pewnością macie lepsze tematy do rozmów niż taka ja. - zaśmiała się. - Zostawię was samych, należy wam się. Do zobaczenia, mam nadzieję. - skinęła do mnie, a ja uśmiechnęłam się do niej wdzięcznie. Kiedy zamknęła za sobą drzwi, w mieszkaniu zapanowała kompletna cisza. Założyłam na siebie ręce, a moja mina diametralnie się zmieniła. Byłam zła na niego.
- Nie takiego przywitania się spodziewałam. - mruknęłam i schyliłam głowę w dół, tak że punktem moich obserwacji stały się czarne lordsy na moich nogach.
- A ja nie spodziewałem się tutaj ciebie. - odpowiedział żartobliwie, ale jego humor wcale się mnie nie wdał.
- Nie cieszysz się ? - spojrzałam z bólem w jego oczy.
- Eff. Oczywiście, że się cieszę. - podszedł bliżej i złapał moje ramiona w swoje dłonie. - Nawet nie masz pojęcia jak bardzo. Po prostu mnie zaskoczyłaś.
- Kim ona jest, Zayn ?
- Perrie chodzi ze mną do klasy. To przyjaciółka.
- Skoro jest tak ważną osobą w twoim życiu to dlaczego mi o niej nie powiedziałeś ? - spytałam z wyrzutem.
- Właśnie dlatego. - chwycił delikatnie mój podbródek i uniósł go tak, abym znów patrzyła prosto w jego oczy. - Nie chciałem abyś czuła się zagrożona. Byłaś w innym kraju i już sobie wyobrażam co byś sobie o tym myślała.
- Oh. A wiesz jak się czułam kiedy przyszłam do twojego domu i musiałam ukrywać się za jego murami, bo zobaczyłam cię właśnie z nią, jak wchodzicie razem do twojego domu ?! - uniosłam nieco głos.
- Byłaś pod moim domem ? I ukrywałaś się ? - dopytał zdumiony.
- Tak. - poczułam się trochę zawstydzona i ponownie spuściłam głowę w dół.
- Effy spójrz na mnie. - nakazał Zayn, a ja zrobiłam to o co poprosił. - Nie chcę, żebyś czuła się zazdrosna.To ciebie kocham. - powiedział czule, patrząc mi prosto w oczy. No i jak ja mam się na niego gniewać ? Wystarczy jeden jego gest, który przemawia szczerym uczuciem i już wymiękam.
         Rozsiedliśmy się na skórzanej kanapie, tak że byłam wtulona w jego ciało. Bawił się moimi włosami, co sprawiało przyjemne dreszcze na moim ciele. Każdy jego dotyk był naelektryzowany miłością i myślę, że nie tylko ja odczuwałam to co wisiało w powietrzu.
- Podoba mi się to mieszkanie. - przyznał. Uśmiechnęłam się, bo jeszcze niedawno myślałam właśnie o tym czy mu się spodoba. - Szczególnie twoja sypialnia. - dodał, przygryzając płatek mojego ucha.
- Łóżko wydaje się bardzo wygodne, prawda ? - zachichotałam na dotyk jego ust, na skórze mojej szyi. To zawsze wywoływało u mnie łaskotki, a Zaynowi widocznie się to spodobało.
- Może to sprawdzimy. - bardziej stwierdził niż zapytał. Chwycił mnie w pasie i podniósł do góry, by po chwili usadowić mnie sobie na kolanach. Wplątałam dłonie w jego czarne włosy i przyciągnęłam go do siebie, tak abym mogła wpić się w jego miękkie usta. Wciąż smakował tęsknotą, ale w końcu trzeba było to z siebie wydobyć. Jego dłonie powędrowały pod moją bluzkę. Pieścił delikatnie moją skórę, zawzięcie oddając pocałunki. Uniosłam ręce do góry, aby mógł ją ze mnie zdjąć. Zaraz po tym znów przywarł to moim spragnionych uczucia warg. Wstał, wciąż trzymając mnie mocno, tym razem podtrzymywał moje pośladki. Szedł ze mną na ślepo w kierunku sypialni, gdy nagle rozszedł się huk. Oderwaliśmy się od siebie zdezorientowani, a nasz wzrok powędrował na podłogę, gdzie roztłukła się porcelanowa lampka.
- Przepraszam. - wysapał.
- Nie boję się ciemności. - zaśmiałam się. - Nie z tobą.
- Ciemność jest całkiem romantyczna, nie sądzisz ?
- O tak. - odparłam. Rozsunął szklane, przymglone drzwi i wszedł ze mną do środka pomieszczenia. Zeskoczyłam z niego na podłogę i zaczęłam ściągać z siebie obcisłe rurki. Weszłam na łóżko, opierając swoje ciało o poduszki i posłałam mu zadziorny uśmiech. Patrzył na mnie oczyma, w których płonął żar i oblizał swoje wargi, wyglądał wtedy tak seksownie..
- Chodź. - szepnęłam i skinęłam wskazującym palcem, aby do mnie przyszedł. Zwinnym ruchem ściągnął z siebie koszulkę i wskoczył na łóżko, wchodząc na mnie na czworaka. Takie powitanie nawet mi odpowiada.

        Patrząc na niego, jak stoi przy dużym oknie zagryzałam wargę. Jak można być aż takim ideałem ? Z każdym dniem uświadamiam sobie, jak wielkie szczęście mnie spotkało, że akurat tamtego wieczora na niego wpadłam. Szkoda tylko, że natrafiliśmy na tak wiele przeszkód. Mimo wszystko, daliśmy radę.
         Usiadł koło mnie, tym samym wyrywając mnie z rozmyśleń. Miałam na sobie jego koszulkę, którą chyba chciał mi odebrać, bo zaczął ciągnąć za jej materiał.
- Wyglądasz w niej cudownie, ale chciałbym ją już odzyskać. - zaśmiał się.
- Chcesz zakryć swoje rozkoszne ciałko, Zayn ? - uniosłam do góry brew.
- Widzę jak cię to rozprasza. Nie chcę być niegrzeczny.
Widocznie humor mu dopisywał i mam nadzieję, że tym razem ja byłam tego powodem.
- Grzeczny Zayn ? A to ciekawostka.
- Trochę się zmieniło przez ten rok. - westchnął.
- Tak. - przytaknęłam. - Cieszę się, że wyszliśmy z tego gówna. - wtuliłam się w jego nagi tors i zaczęłam jeździć po nim palcami, kreśląc różne wzory.
- Mówiłem ci, że wszystko się ułoży. - ucałował mnie w głowę. Uśmiechnęłam się szczerze. - Effy ?
- Hm ?
- Chciałabyś poznać moich przyjaciół ?
- Pewnie. - odparłam ochoczo, ale w głębi duszy czułam się dość dziwnie. Zayn zmienił szkołę i poznał nowych ludzi, do których ja się nie zaliczałam.. Będę nowa, a niekoniecznie lubię takie sytuacje. Przeoczyłam tak wiele z jego życia, że oni pewnie znają go lepiej niż ja.

        Byliśmy już w drodze do kręgielni, w której mieliśmy się spotkać z JEGO przyjaciółmi. Kiedy chłopak zatrzymał pojazd na czerwonym świetle, zaczął mi się natarczywie przyglądać. Odwróciłam wzrok w jego stronę, unosząc pytająco brwi.
- Zmieniłaś się. - powiedział. - Zniknęły czarne kreski na oczach, masz zdrowsze włosy i cała wyglądasz bardziej promiennie. - uśmiechnął się, a ja to odwzajemniłam.
- Kiedyś musiałam zdjąć tą maskę.
- I wiesz co ? Bardzo podoba mi się ta nowa wersja ciebie. - przybliżył się i złożył czuły pocałunek na moich ustach.
- A ty chyba rzeczywiście jesteś grzeczniejszy.
- Tak. Nie chcę wchodzić kolejny raz do tej samej rzeki. Freddie ściągnął mnie na dno, ale wybiłem się już dość wysoko i nie zamierzam już upaść. Tobie też na to nie pozwolę. - ujął moją dłoń i ścisnął ją. Kiedy pojawiło się zielone światło, ruszył.
         Weszliśmy do budynku i od razu udaliśmy się do kasy. Zayn podał mi buty na zmianę i oboje je przebraliśmy. Potem złapał moją ręką i poszliśmy na nasz tor. Zobaczyłam przy nim niewielką grupkę ludzi. Tylko dwóch chłopaków no i ta blondynka - Perrie czy jak jej tam.
- Cześć wam ! - rzucił do nich i przyciągnął mnie bliżej siebie. - Chciałem, żebyście poznali Effy - moją dziewczynę.
Nagle wszystkie spojrzenia skupiły się na mnie, a moje policzki przybrały nieco różowego koloru.
- Miło cię poznać, jestem Josh. - jeden z nich podał mi rękę, więc ją uścisnęłam. Wyglądał na sympatycznego, zwłaszcza kiedy posłał mi szeroki uśmiech.
- A ja Ant. W końcu przyjechałaś. - również obdarzył mnie szczerym, przyjaznym uśmiechem i już wiedziałam, że mogę ich polubić.
- A my się już znamy. - odezwała się dziewczyna i podeszła, aby mnie przytulić na powitanie. To takie nie w moim stylu, ale nie chciałam sprawiać złego wrażenia, dlatego nieco zażenowana odwzajemniłam jej gest.
- No. A teraz skopię wam tyłki. - odezwał się Malik, wywołując u nas salwę śmiechu.
- Oj skarbie, nie bądź siebie taki pewny. W Irlandii wychodziłam czasem zagrać. - wyszczerzyłam się do niego i wzięłam niebieską kulę. Pewnym krokiem podeszłam do toru i z gracją wyrzuciłam ją, aby ta pokulała się prosto w ustawione kręgle. Zbiłam wszystkie 10 i z triumfalnym uśmiechem odwróciłam się w stronę chłopaka.
- Strike! - puściłam mu oczko.
- No ładnie, mała. Ciekawe kto cię tego nauczył ? - spytał podejrzliwie.
- A no wiesz. Mój tatuś sądził, że tym sposobem odbuduje nasze relacje. - prychnęłam.
Mijały kolejne rundy i już przy 8, na czołowym miejscu znajdował się Zayn, tuż za nim ja, Perrie, Ant i Josh, którzy byli nieco pod wpływem kilku wypitych piw. Ich starania, aby kula potoczyła się prosto, szły na marne, ale przyznam, że był przy tym niezły ubaw.
Kolejny ruch należał do Malika. Jeśli zbije wszystkie - wygra. No cóż, jest w tym dobry, trzeba mu to oddać. Już pogodziłam się z porażką, ale stało się coś naprawdę nieoczekiwanego. Kiedy mój chłopak wykonał już kroki i miał wyrzucić kulę, podbiegła do niego Perrie i wskoczyła mu na barana. Kula stoczyła się na bok toru i nici z jego idealnego rzutu. Po mimo tego dziewczyna nie zamierzała z niego zejść, wręcz przeciwnie, zaczęła go łaskotać, a chłopak widocznie rozbawiony jak i rozdrażniony, zaczął biegać po parkiecie. Chyba powinnam się przyzwyczaić do takich widoków. Są dobrymi przyjaciółmi, więc nie powinnam mieć mu tego za złe. Ale w tej blondynce coś mi nie pasowało. Była dla mnie dziwnie miła. Naprawdę dziwnie.
         Usiadłam przy barze na wysokim stołku i zamówiłam sobie drinka. Sączyłam go przez słomkę, cały czas przetwarzając wydarzenia z dzisiejszego dnia. Myślałam, że to będzie najlepszy dzień w moim życiu, ale chyba się przeliczyłam. No tak, na co ja liczyłam ? Że po 13 miesiącach naprawdę będzie tak jak dawniej ? Naiwna ja.
- Nie powinnaś nadrabiać czasu z Zaynem ? - przysiadł się Josh i zamówił kolejne piwo.
- On widocznie się mną już nacieszył. - posłałam mu niemrawy uśmiech i spojrzałam na siedzącego na kanapie chłopaka, który zawzięcie rozmawiał z Antem i Perrie.
- Serio ? Tyle o tobie opowiadał, że sądziłem, że jak wrócisz to długo z domu nie wyjdziecie. - zaśmiał się.
- No, muszę ci przyznać, że ja też spodziewałam się innego obrotu spraw.
- Powinnaś go naprawdę pilnować. Perrie od samego początku za nim lata. - powiedział, spoglądając w ich stronę.
- Da się zauważyć.
- Zayn cię kocha, to widać. Ale ona jest zawzięta. Znam ją trochę dłużej i wiem, że nie odpuszcza.
- No cóż, ja też nie. - odpowiedziałam z wyższością. - Dzięki, dobrze wiedzieć czego mogę się spodziewać.
- Zawsze do usług. - zasalutował. Roześmiałam się. Alkohol dawał mu się we znaki, a ten widok był wyjątkowo komiczny. To całkiem odmienne od dawnych widoków. Nie jest agresywny tak jak ludzie z liceum.
- Chodź, nie pozwolę ci się tu zadręczać. - wyciągnął do mnie dłoń, a ja z uśmiechem ją chwyciłam. Nie dziwię się, że to przyjaciel Zayna. Jest bardzo optymistyczny i zaraża swoim dobrym humorem.
         Zayn odwiózł mnie do domu późnym wieczorem. Przyznam, że mój humor nie był tak dobry jak wtedy, kiedy stąd wyjeżdżaliśmy, ale starałam się tego nie pokazywać. Zaprosiłam go do środka. Chciałam, żeby został na noc. Potrzebowałam go. Zgodził się, a ja wreszcie mogłam spokojnie zasnąć w jego ramionach. Tęskniłam za nim..

niedziela, 2 czerwca 2013

[15]

         13 miesięcy później..

          Opuściłam lotnisko z wielką ulgą i uciechą, że wreszcie mogłam wrócić do Londynu. Jestem już pełnoletnia, więc żaden ojczulek nie ma prawa trzymać mnie w swoim domu. Zatrzymałam jakąś taksówkę i poprosiłam o podwiezienie pod adres, który miałam zapisany na karteczce. Znajdował się tam budynek, w którym miałam wynajmować mieszkanie. Dzięki pracy u mojego wuja, mogłam odłożyć trochę gotówki i pozwolić sobie na własne mieszkanie. Ojciec też nie puścił mnie z pustymi rękoma i nie opierałam się mu, kiedy wręczał mi kopertę pełną gotówki. W końcu, skoro ta blondyneczka może obdzierać go z kasy, to czemu ja nie mogę ?
         Mieszkanie znajdowało się na ostatnim piętrze typowo brytyjskiego budynku. Nie było to luksusowe wnętrze ale idealne jak dla mnie. Miałam dosyć ekstrawaganckiego wystroju, który panował w domu mojego ojca. Drzwi wejściowe prowadziły prosto do salonu z którego po lewej stronie było przejście do kuchni, a po prawej do sypialni z łazienką. W całym mieszkaniu ściany pokryte były starą, brunatną cegłą i tylko pojedyncze ściany były w kolorze czystej bieli. Podłoga wyłożona jasną wykładziną wspaniale kontrastowała się z czarnymi meblami z domieszką jasnego dębu. Podobało mi się to, a jeszcze bardziej fascynowała mnie myśl, że sama na to zarobiłam !
         Kiedy oswoiłam się już z nowym lokum, położonym w centrum miasta, postanowiłam wreszcie złożyć dwie wizyty. Pierwszą osobą była moja mama, która wiedziała już o mojej przeprowadzce, a drugą był Zayn, który nie miał o niczym pojęcia. W związku z tym, to jego postanowiłam odwiedzić jako pierwszego. Nie mogłam już się doczekać kiedy wreszcie rzucę mu się w ramiona i mocno przytulę.
         W drodze do jego domu, analizowałam cały rok, który spędziłam bez niego. Już pierwszego dnia w Irlandii, dostawałam od niego masę sms'ów i dzwonił niemalże w każdej wolnej chwili. Widywaliśmy się na Skypie spędzając na rozmowach całe noce. To wspaniałe uczucie móc porozmawiać z kimś zupełnie o wszystkim. Dużo zmieniło się kiedy oboje poszliśmy do nowych szkół. Ja nie oswajałam się ze swoją, bo wiedziałam, że nie zostanę tam na długo. Wprawdzie miałam paru znajomych, ale po ostatnich wydarzeniach, nie potrafiłam nikomu zaufać. Za to Zayn zaangażował się w swoje nowe życie. Często opowiadał mi o jego paczce, a jeszcze częściej kończył rozmowę, aby iść się z nimi spotkać. Każdy dźwięk rozłączonego połączenia równał się z ogromnym bólem, ale przecież nie mogłam się na niego gniewać. Wystarczy, że moje życie to totalna katastrofa, jego nie musi. Ostatnimi czasy łączyliśmy się coraz rzadziej, a co gorsza nasze rozmowy były krótkie i pozbawione tych emocji, które przepełniały nas na początku. Tak jakby wszystko zaczęło się wypalać. Jakby słowa ' Kocham cię. Będę tęsknić. Nie zapomnę o tobie. Spotkamy się niedługo.' wypowiedziane z jego ust, przestały mieć jakiekolwiek znaczenie. I chyba właśnie to przyspieszyło mój powrót. Chciałam poczekać jeszcze trochę czasu, aż okres mojej umowy się skończy, ale nie mogłam. Bałam się, że wszystko stracę, dlatego rozwiązałam umowę i spakowałam się.
         Stanęłam pod drzwiami jego domu. Wspomnienia wróciły ze zdwojoną siłą. Chciałam zapukać, zaczekać aż otworzy i dokładnie w tej chwili rzucić mu się w ramiona i wpić w jego usta. Wszystko poszłoby idealnie, gdyby nie fakt, że dom był pusty. Mogłam rozważyć to, że nie będzie go w domu.
         Kiedy nagle usłyszałam zbliżające się kroki i doniosłe śmiechy, szybko pobiegłam w bok i schowałam się za murem budynku. Wyjrzałam w stronę dochodzących głosów i ujrzałam go. Zmienił się. Nie dostrzegłam tego przez internet, ale w rzeczywistości jego zmiana była dostrzegalna. Był nieco wyższy, trochę postawniejszy z widocznymi zarysami mięśni. Opowiadał mi, że zaczął regularnie chodzić na siłownię i widać tego efekty. Jego włosy nie były ułożone na żel, tak jak miał w zwyczaju gdy tu mieszkałam. Teraz były w totalnym nieładzie, ale to zdecydowanie dodawało mu uroku. Miał delikatny, jedno- lub dwudniowy zarost. Brązowe oczy przepełnione były radością, co mógł potwierdzić uśmiech rozciągający się na jego twarzy. I chyba to mnie najbardziej zabolało. Uśmiechał się. Naprawdę szczerze się uśmiechał, ale nie z mojego powodu.
         U jego boku szła wysoka, ale nie wyższa od niego, blondynka. Niebieskie oczy, podkreślała czarną kredką, a niedługie, pofalowane włosy zgarnęła na jeden bok. Ubrana w wysokie szorty, włożony w nie czarny sweterek i nałożone na nogi białe Martensy, wyglądała naprawdę zniewalająco, a co gorsza pasowała do Zayna.
         Dziewczyna pochwyciła klucze z ręki chłopaka, na co on zareagował tylko krótkim chichotem. Otworzyła drzwi i weszła pewnie do domu, jakby było to już w jej zwyczaju. Jak wiele mnie ominęło ? Zayn ani razu nie wspomniał mi o żadnej dziewczynie, którą przyprowadzałby do siebie.
         Oparta o mur starałam się opanować emocje. Nie chciałam go o nic osądzać, ale myśl, że byli sami w jego domu i to pewnie nie pierwszy raz, nie dawała mi spokoju. To jakiś obłęd. Wracając tutaj, chciałam zacząć wszystko od nowa, właśnie z nim. Nie spodziewałam się przeszkód. Tylko pytanie czy ta dziewczyna jest przeszkodą ? Może zwyczajnie wpadam w histerię. Ale przecież mam do tego prawo. Jeszcze rok temu moja najlepsza przyjaciółka przespała się z moim chłopakiem. To nic dziwnego, że boję się powtórki.
        Bałam się, że jeśli wyjdę zza muru, chłopak może zauważyć mnie przez okno, dlatego nie narażając się na to, przeskoczyłam płot i ukrywając się za nim w ogrodzie jego sąsiada, wybiegłam na ulicę. Z trudem przywołałam taksówkę i wróciłam do mieszkania.
        Siedziałam na czarnej, skórzanej kanapie z kubkiem kawy. Zastanawiałam się nad całą tą sytuacją. Dlaczego Zayn nie powiedział mi o tej dziewczynie ? Kim ona była, a co ważniejsze kim była dla niego ? Nie mogłam się tak dłużej zadręczać. Obmyśliłam całkiem inny plan. Wyjęłam z jeszcze nie do końca rozpakowanej torby laptopa i położyłam go na stoliku. Kiedy system się załadował, włączyłam Skype. Jak na życzenie, chłopak był zalogowany. Połączyłam się z nim.
        Odebrał po dłuższej chwili i w końcu zobaczyłam jego twarz na ekranie. Powitałam się z nim jak gdyby nigdy nic.
- Zayn, mam do ciebie prośbę. - spojrzałam na niego błagalnie.
- Mów. - uśmiechnął się zachęcająco.
- Pojechałbyś w jedno miejsce, sprawdzić mieszkanie ? Znalazłam ciekawą ofertę, na którą jest dużo chętnych i mogę ją szybko stracić.
- Nie ma problemu.
- Wyślę ci adres. Muszę kończyć. Dziękuję.
- Zaraz pojadę. Nie ma za co, skarbie. - posłał w powietrzu buziaka i rozłączył się. Wklepałam na klawiaturze swój nowy adres i wysłałam. Pozostało mi tylko czekać.
        Już po niedługim czasie usłyszałam dzwonek do drzwi. Wzięłam głęboki oddech, stanęłam przed nimi i otworzyłam je powoli. Kiedy nasze oczy się spotkały, jego tęczówki znacznie się poszerzyły. Delikatny uśmiech zarysował się na jego twarzy, ale wciąż widocznie zaskoczony stał w miejscu. Miałam go. Stał tuż przede mną, żywy, w całej okazałości. Dzieliły nas tylko centymetry i dźwięk nierównego oddechu.
- Hej. - mruknęłam cicho, z uśmiechem wpatrując się w niego, ale po chwili przeniosłam wzrok na drugą postać, która pojawiła się w wejściu.